Nieokreślony smutek. W sobotę 10 kwietnia 2010 roku w okolicach lotniska Smoleńsk rozbił się samolot prezydencki. Zginęło 96 istnień ludzkich. W ułamku sekundy zniknęli z powierzchni ziemi. Składam najszczersze kondolencje rodzinom tragicznie zmarłych pasażerów. Brak mi słów żeby przekazać to, co się dzieje w moim wnętrzu. Tyle wspaniałych ludzi zginęło. Każdy z nich miał z pewnością niesamowite plany, wielkie cele i wizje do zrealizowania. A przede wszystkim na pewno nie wybierał się jeszcze na tamten świat. Lecieli w jednym, szczytnym celu – oddać cześć pomordowanym ofiarom katyńskiej zbrodni oraz przekazać całemu światu prawdę o Katyniu.
Niesamowity “dance macabre” – taniec śmierci, urealnienie średniowiecznej ikonografii. Tu, w obliczu śmierci wszyscy są równi. Prezydent, Prezydentowa, generałowie różnego szczebla, biskupi, księża, posłowie, politycy, prezesi wielkich organizacji i stowarzyszeń, członkowie rodzin, zwykli ludzie.
Nieodparte jest pytanie: kiedy na mnie przyjdzie czas?
Ile mi jeszcze czasu zostało na zrealizowanie moich planów, celów, marzeń? Ale też na narzekanie, zwlekanie, strach przed ryzykiem, strach przed porażką, odrzuceniem, dziwnymi spojrzeniami ludzi naokoło, komentarzami: “a nie mówiłam?”, frustracją, niespełnieniem, ośmieszeniem. Na marnowanie dnia przed telewizorem, komputerem, na odwlekanie tego co naprawdę ważne, na rzeczy małe i nieważne?
A na strach przed sukcesem, przed stanięciem ze sobą twarzą w twarz jak człowiek z człowiekiem, zmianą? Ile mam czasu? Ile mam czasu by dowiedzieć się w pełni kim jestem, skąd przychodze i dokąd zmierzam? Na wąchanie kwiatów w piękny słoneczny dzień, na radość z zieleni wiosennej trawy, na błogość ciepłego wiatru we włosach, na słowa “kocham Cię” i “dziękuję”? Na zapierające dech w piersiach widoki ośnieżonych szczytów Alp, na spokojny spacer po wąskich uliczkach Rzymu, na refleksję nad uciekającym dniem?
A Ty ile masz czasu? Na wszystko co kochasz i na to, czego nienawidzisz?
“Ale że to istnienie jest znaczące, i że wszystko co ziemskie, widocznie nas potrzebuje, owa znikliwość, która tak dziwnie nas dotyka. Nas, najbardziej przemijających” Rainer Maria Rilke
A dziś bardzo sentymentalnie. Odszedł jeden z moich najlepszych nauczycieli jakich kiedykolwiek poznałam -dr Zbigniew Wnuk. Uczył przedmiotu trudnego w przekazie, budownictwa. Ale tak to lubił, że potrafił zarazić zainteresowaniem. Zaangażowanie i niebywały humor z jakim prowadził zajęcia był niepowtarzalny. Na naszym Wydziale Architektury był niemalże legendą. Odszedł, jak to określono na klepsydrze wiszącej w foyer wydziału, w pełni sił twórczych. Był człowiek, nie ma człowieka. Nikt się nie spodziewał, że nie zdąży sprawdzić prac swoich studentów. Że nie zdąży się z ludźmi pożegnać. Że w końcu odejdzie w tak młodym wieku…tak niespodziewanie. Jeszcze parę dni temu aktywny na jednym z portali dla młodych twórców digart.pl a dziś już go nie ma.
I pozostaje tylko sentyment, chwila na refleksję. To jeden z momentów, w którym staje na moment cały świat. Jesteś Ty i Twoje myśli. Myślę, że on też się nie spodziewał, że to jego ostatni dzień. Miał mnóstwo planów i z pewnością nie wybierał się na tamten świat. Ile czasu mi jeszcze zostało? A Tobie? Pomyśl o tym. Ja nawet nie zdążyłam mu podziękować. Po prostu odszedł.
Krótki cytat na koniec, ks. Twardowskiego: “Spieszmy się kochać ludzi…tak szybko odchodzą”